Przyjazdówka, mecz i mały kotek - czyli niedziela w internacie.
Wczorajszy wieczór - jak większość niedziel upływał dosyć leniwie. Młodzież zjeżdżała się powoli ze swoich domów. Ci którzy przyjechali wcześniej zasiedli do oglądania meczu Polska - Czarnogóra. Ze świetlicy dobiegały co rusz to nowe okrzyki radości, a w drugiej połowie przeplatały się z wrzaskami przerażenia. Do stałych mieszkańców, na tak ważne wydarzenie sportowe, dołączyli artyści - malarze, którzy przyjechali do nas na plener malarski.
Ale nie wszyscy fascynowali się zmaganiami piłkarzy. Kilka osób było bardzo zajętych pewnym pakunkiem wydającym dziwne dźwięki. Okazało się, że tym pakunkiem był malutki kotek, którego chłopcy znaleźli zagubionego, bez mamy, w drodze z domu do internatu. Wiedzieli, że w internacie nie wolno trzymać zwierząt, ale nie mogli pozwolić zginąć tej malutkiej, czarno-białej kulce. Po drodze zdążyli zakupić jedzenie dla kociąt i mleko - ale kotek był tak zestresowany, że tyko trząsł się i piszczał. Jedyne co go interesowało, to żeby gdzieś się schować.
Po poradę udali się do pokoju nauczycielskiego. Pani Ewa od razu zakochała się w maleństwie. Przez cały wieczór, wychowankowie z wychowawcą szukali "dobrych rąk"dla kuleczki.
Ostatecznie do 23.00 opiekę nad kotkiem pełniły dziewczyny z pokoju A-112 a później wracając do domu pani Ewa wzięła go do siebie. Tam będzie bezpiecznie szukał nowego domu.
Tymczasowo kotek dostał imię Basia, gdyż wygląda na to, że jest dziewczynką.
Foto. Monika Bałuszyńska
Karolina Piecuch







Komentarze
Prześlij komentarz